Przepis najprostszy, bez kombinowania :) Jak wiadomo, wykonanie bez jest proste (zmiksować, przełożyć na blachę, upiec), ale… łatwo je zepsuć. Wybrałam najprostszą metodę z kilkoma drobnymi uwagami.

Korzystałam z przepisu znalezionego u Doroty.

Bezy

Bezy

  • 4 białka – najlepiej wyjęte wcześniej, patrz przepis
  • szczypta soli
  • 250 g cukru pudru
  • ew. łyżeczka soku z cytryny

U mnie białka często przechodzą fazę zamrożenia, bo bezy piekę zwykle w innym terminie niż ciasta. Białka należy najpierw dokładnie rozmrozić, czyli wyjąć kilka godzin wcześniej z zamrażalnika. Można też zostawić je w temperaturze pokojowej przez dobę, ale nie jest to konieczne.

Miska, w której będziesz ubijać białka powinna być idealnie czysta, a białka nie mogą zawierać nawet odrobiny żółtka, ponieważ tłuszcz uniemożliwia ubicie białek na sztywną pianę. Białka ubijaj, dodając sól. Gotowa piana musi być na tyle sztywna, aby nie wypadła z miski, po przekręceniu jej do góry dnem. Wiem z własnego doświadczenia, że ubijanie na zbyt dużych obrotach może sprawić, że masa szybko przejdzie ze stanu sztywnego w lejący, szczególnie, kiedy zaczniemy dodawać cukier. Ubijając nadal dodaj sok z cytryny, a następnie cukier po jednej łyżce. Koniecznie czekaj za każdym razem, aż cukier dobrze wmiesza się w pianę, zanim dodasz kolejną porcję.

Masę przekładaj na blachę wyłożoną papierem do wypieków. Można to zrobić na dwa sposoby. Moja Mama pomagała sobie dwiema łyżeczkami do herbaty. Ja przełożyłam masę do worka cukierniczego i wyciskałam (nie mam w tym wprawy, więc kształt moich bez nie porywa ;) ).

Piecz w 140°C przez 40 minut. Wtedy bezy na wierzchu będą chrupiące, a w środku lekko ciągnące. Ja wolę bezy takie, jak pamiętam z dzieciństwa, czyli mocno wysuszone i lekko zrumienione, więc piekłam je około godziny i zostawiłam jeszcze na jakiś czas w piekarniku. Jeżeli zależy Ci na idealnie białym kolorze bez, to piecz je w niższej temperaturze, ale dłużej, na przykład półtorej godziny w 110°C.